Wyrzuty sumienia

Od dwóch tygodni moje życie jest nieustanie przepełnione wyrzutami sumienia. Kniaź, jako klient mniej awanturujący się, jest tym częściej odkładanym na bok lub oddawanym tacie. Ramiona taty są nie mniej czułe od matczynych, ale noworodek dobrze wie, że to nie ten rodzic, co dotąd. Pomału więc zaczyna domagać się swego i coraz częściej nie ma, że będzie spał – owszem, może rozważyć ten scenariusz, ale tylko na mamie. Innymi słowy skapnął się, że robię go w konia, i postanowił, że się nie da. Nie dziwi mnie to wcale. Milion razy dziennie odkładam go, czasem odczepiając od piersi, żeby zająć się Lichem. I mam cholerne wyrzuty sumienia, że zaniedbuję synka.

Licho jest niby starsze i niby coś tam można jej już wytłumaczyć. Rozumie, że małe dziecko jest głodne. Wie, że gdy płacze, trzeba je przytulić i sama nas do tego nawołuje. Pomaga przy przewijaniu, a gdy wydaje jej się, że nikt nie zwraca uwagi, głaszcze brata bardzo delikatnie, jak kruche szkło. Jednocześnie zaś cały jej świat stanął na głowie. Dotychczas rodzice byli dla niej zawsze, gdy tego potrzebowała. Teraz budzi się w środku nocy i zamiast zostać przytulona i ukojona mlekiem, widzi tylko moje plecy, gdy akurat karmię Kniazia. Trudno jej zaakceptować, że nie mogę się nią od razu zająć. Czasami snuje się po domu z płaczem bez konkretnego powodu. Często mówi biednym głosikiem, że jest małym kotkiem, miau, miau. A ja mam cholerne wyrzuty sumienia, że zaniedbuję córkę.

Nie rozdwoję się, choćbym chciała. Żongluję tymi moimi dziećmi cały dzień i całą noc, nieustannie rozważając, czyje potrzeby są w danym momencie większe, które może chwilę zaczekać, które być może da się ogarnąć tacie i czyj płacz łatwiej zniosę. Przy czym ostatnie pytanie jest o tyle bezcelowe, że gdy ryczy jedno, drugie też zaraz zaczyna. A wyrzuty sumienia i tak mam cały czas.

Zdałam sobie z nich sprawę dzisiaj i od razu pomyślałam, że powinnam się ich pozbyć. Robimy oboje, co tylko możemy, a może i więcej. Dzieci wezmą wszystko, co tylko im się zechce dać; nie ma limitu uwagi, jaką małe dziecko jest w stanie przyjąć. W dodatku to, że się tak cholernie spinam, na pewno im nie pomoże, no i nam też nieszczególnie. Oczywiście łatwo to powiedzieć, a zrobić trudniej. Tak więc wszelkie złote myśli, cudze doświadczenia i wyrazy wsparcia są mile widziane. Szczególnie ciekawa jestem, czy tylko ja tak mam (jako z natury spiętodupna), czy też jest to powszechne rodzicielskie doświadczenie? A jeśli powszechne, to czy mija? Help?

1503959_985120851501343_1552527687143094748_n

13 myśli nt. „Wyrzuty sumienia

  1. nie od parady w Irlandii mowia, ze drugie dziecko to dziecko gorszego boga i ze dlatego one sie tak usmiechaja i sa ogolnie rozkoszne, gdyz maja nadzieje, ze ktos im za to poswieci uwage. fakt, wszystkie drugie jakie widzialam sa jak male usmiechniete buddy zachwycone ktokolwiekiem, ktory sie nawinie i pogada.

  2. nie mija. Masz przekichane jak każda matka, która ma więcej niż 1 sztukę. Ale dasz radę. Spoko. A jak podrosną to już luz. Tylko problemy inne. A potem syndrom pustego gniazda, deprecha, przekwitanie. Wyluzuj kobieto :) ciesz się chwilą, że małe, że tulaśne i wogle. przypomnę, że kiedyś kobiety miały po kilkoro dzieci. A pralek, pampersów, zmywarek nie. I wychowywały normalne jednostki.

  3. Zdecydowanie jest to doświadczenie powszechne. Ale moje doświadczenie jest takie, że może nie tyle mija całkowicie, co z czasem sytuacja się normuje i wyrzuty pojawiają się jednak rzadziej. Dzieci rosnąc – wrastają w tę nową sytuację, krzepną. Jakaś zazdrość pojawia się od czasu do czasu i wyrzuty sumienia u rodziców też. Ale – i to jest znowu moje doświadczenie – po pewnym czasie, kiedy już młodsze dziecię dorasta do bardziej samodzielnych kontaktów ze światem, okazuje się, że rodzice przestają być centrum wszechświata ;) Że nagle dzieci bawią się razem, mają swój świat, swoje sprawy. A czasem i swoją komitywę przeciwko rodzicom ;)

    Więc trzymaj się. Będzie dobrze!

  4. Blab coś stękał o matkach idealnych, więc przybywam z odsieczą. Tak po prostu bywa, zwłaszcza przy HNB starszaku. Gdzieś trzeba powiedzieć stop, bo człowiek by zwariował. Jestem dzieckiem matki idealnej, co poświęciła wszystko dla mnie i dla brata. Ani trochę mi z tym nie jest dobrze, kontakt mamy przyzwoity, ale większą wspólnotę czuję z teściową, która nie przytuliła mnie ani razu w życiu. Weź to sobie do serca za każdym razem, gdy pomyślisz, że Twoje płaczące z niedoboru uwagi dziecię jest krzywdzone. Nie jest. Luca, robisz dla nich i tak 10x więcej, niż przeciętny rodzic w Polsce. Nic się nie stanie, gdy zejdziesz do poziomu 5x. Trzymam kciuki, będzie dobrze! :)

  5. To zdanie o każdej ilości uwagi dla dziecia, które wchłonie i zawoła jeszcze, to jedno z najprawdziwszych zdań, jakie ostatnio przeczytałam. Nie łam się, przecież kochasz swoje dzieciaczki i robisz co możesz :) Lichu prawdopodobnie dobrze zrobi kontakt z rówiesnikami – generalnie z dziećmi, z którymi może się pobawić – wtedy może trochę przestanie zwracać uwagę na „niedobory” ze strony rodziców. I tak, napisałam to w cudzymsłowiu (cudzymsłowie, nigdy nie wiem), bo to przecież nie są niedobory, kto się rozdwoi? :) O, na głównej w Onecie jest artykuł o czworaczkach, co skończyły 5 miesięcy. tam jest jazda, jak myślisz? ;)
    Uszy do góry!

    • Dwulatki nie za bardzo bawią się z rówieśnikami i Licho nie jest tu wyjątkiem ;) Mimo to kontakt ma – w sumie cztery razy w tygodniu :)

  6. nie mija- ale po jakimś czasie okazuje się że dzieci rosną i nie potrzebują matki 24h/dobę. między starszą dwójką moich dzieci (mam trójkę) jest 1,5 roku różnicy i mniej więcej gdy drugie skończyło rok, zaczęli się razem bawić. i okazało się że zamiast ganiać targana wyrzutami sumienia, robię sobie kawę i przyglądam się, jak moja 3 latka instruuje brata jak się wkłada klocki do sortera ;) będzie dobrze! [to mój pierwszy komentarz ale jestem Twoją wielką fanką!]

  7. Ja dopiero doczekałam się jednego brzdąca i kiedyś powiedziałam mojej mamie że od kiedy Kubuś się urodził cały czas się o niego boję a mama odpowiedziała że tak już zostanie do samego końca, nie ważne czy dziecko będzie miało rok, dwa, czy 30 lat, strach o nie będzie mi już zawsze towarzyszył. Może to nie to samo co wyrzuty sumienia ale taki już nasz los, tak jesteśmy stworzone po to żeby naszym dzieciom niczego nie zabrakło. Masz cudowną córeczkę, jak na dwuletnie dziecko to świetnie sobie radzi, a początki zawsze są trudne, nawet nie zauważysz a wszystko się unormuje a przecież dzieci które mają rodzeństwo są z reguły szczęśliwsze. Głowa do góry! Na moje oko wszystko jest jak najbardziej normalne:) Pozdrawiam

  8. hm…mam trzymiesięcznego bobasa i od jakiegoś się zastanawiam jak to będzie przy drugim dziecku; doszłam do wniosku, że to drugie będzie miało gorzej, że ten czas który mam teraz dla synka będę musiała dzielić na dwa, w ogóle wszystko będzie do podziału:) i drugie nigdy nie bezie miało tyle naszej uwagi co pierwsze

Dodaj komentarz