Święta są fajne

Taktykę obrała niezłą. Siadanie do stołu, opłatek i całe to pitu-pitu przespała. Następnie wstała i zjadła na Wigilię mandarynki z mlekiem. Dobitnie wyraziła się na temat welurowej sukienki w kolorze wina, po czym resztę wieczoru spędziła goło.

Natomiast przy prezentach gwałtownie się ożywiła, wpadając w szaloną radość przy odpakowywaniu kolejnych paczek. Wszystko jej się podobało, a gdy już obejrzała zdobycze, zaczęła biegać między nimi, chwytając się za głowę z wielkiego wrażenia. Czuję się bardzo usatysfakcjonowana jej reakcją :-)
Zasnęła z trudem i tylko dlatego, że odebrane kotom nowe piłeczki z grzechotkami w środku udało jej się wreszcie zgubić.

Wesołych Świąt!

Mały duży człowiek

Jakiś miesiąc temu mieliśmy jeszcze niemowlę, a teraz mamy małe dziecko. Małe duże dziecko. Postawa pionowa, inne proporcje ciała, długie nogi, sprawne dłonie. Gesty zamienia na komunikaty werbalne; nie są to może jeszcze zdania wielokrotnie złożone, ale z pewnością nie ustępują im siłą przekazu („Am am am daj TOOOO!”). Opanowała wołanie człowieka jako wstęp do rozmowy, szczególnie taty, tak więc najpierw następuje zagajenie: „Tata?”, a potem dopiero właściwy komunikat.

Trenuje rozstania i powroty: w trakcie zabawy mówi nam „pa, pa” i wychodzi. To znaczy najpierw baardzo długo wszyscy sobie machamy, potem ona znika za framugą na pół sekundy, a potem wraca, bardzo entuzjastyczna. Mówimy więc: „O, już jesteś? Wspaniale!” i cała zabawa zaczyna się od początku. Opracowała też eksperyment oswajający upadki i wzywanie pomocy: kładzie się na podłodze, rozpłaszczona jak żaba, i teatralnie płacze. Współuczestnik musi jej teatralnie pożałować i podać rękę, a w nagrodę otrzymuje uśmiech. Jestem pod wrażeniem tego, jak sama nauczyła się udawanych zabaw, które odpowiadają na jej potrzeby i na pewno pomagają jej oswoić różne codzienne problemy: że mama wychodzi, że człowiek się przewraca.

Poza tym mam już trochę dosyć misiów i klocków. Pora na powrót do pracy.

Bam.

Aktywność Licha skupia się wokół chodzenia i trenowania padów, upuszczania przedmiotów, rzucania (rodzynki! sałatka! chleb!), rozwalania wieży z klocków i tak dalej. Swoje poczynania z lubością komentuje, toteż cały dzień słychać w domu dobitne, soczyste, pełne satysfakcji, z mocnym wygłosem: BAMM!

Bam, córeczko, bam. Bardzo ładnie. Nie bij mamusi klockiem, bo się spocisz.

Ktoś mnie czyta

Tak w sumie to właśnie odkryłam, że mam dwa tysiące wejść na bloga miesięcznie i nie wiem dlaczego, jak, skąd (no dobra, skąd to akurat łatwo sprawdzić). No więc jak się tak pisze od przypadku do przypadku, a potem pod postem jest jeden komentarz i cztery lajeczki, to tego nie widać, że tu jesteście. Ale ten. Dzięki. Naprawdę mi miło :)

Truskawki

W związku z pierwszym śniegiem rozmroziłam truskawki. Część ugotowałam i zmieszałam z jogurtem – zachwyt. Reszta została w durszlaku i czekał na ciasto, a Licho podbierało po jednej i zjadało takie zimne.

No i zjadła sobie truskawkę, po czym jakby nigdy nic oderwała jeden ręcznik papierowy z rolki i mimochodem wytarła ręce. Sobie i mnie.

Całą noc śniło mi się, jaką mam dużą córkę

Tymczasem Licho całkiem spokojnie zniosło podwójne przyjęcie (w sobotę rodzina, w niedzielę przyjaciele), nieco tylko się speszyło przy dmuchaniu świeczki i „Sto lat”. Nieco, to znaczy, że na zdjęciu wygląda jak spłoszona sierotka z wielkimi oczami. Publikacji nie będzie.

Tak się jakoś złożyło, że urodziny zbiegły jej się ze skokiem rozwojowym. Chodzi sama i to po całym domu – nie ma lepszej zabawy. Biegam za nią, bo jest jeszcze trochę wywrotna i leci na dziób, i mam tysiąc mikrozawałów na sekundę. Nauczyła się też tańczyć i są to skomplikowane układy choreograficzne z przysiadami, obrotami, tupaniem (happy feet mode) i chodzeniem tyłem (partnera tanecznego ciągnie się za sobą za obie ręce. Strach włączyć jakąś muzę, bo przerywa mi w połowie czytanie na Pokoleniu Ikea o tym, jak wypromować książkę oraz osiągnąć sukces, przychodzi z kolorowymi kółkami na nadgarstkach i prosi mnie do tańca. Oczywiście ulegam.

Rysuje, kopie piłkę, pije dużo mniej mleka, mniej śpi. Wystrzeliła w górę i trzeba szybko nowe body do latania po domu (za to wyjściowych ciuchów ma na pęczki). Opanowała frazę: „Co to?” i w zasadzie nie używa innej. „Tio tio” jest pytaniem, żądaniem, nawiązaniem konwersacji oraz jej podtrzymaniem. „Tio tio?” towarzyszy nam od rana do, zazwyczaj późnej, nocy.

Poza tym pokochała pudełka i obecnie wygląda mniej więcej tak:

maru6