Koleżanka

Licho vs rok starsza koleżanka:

Licho: siedzi na podłodze.
Koleżanka: podchodzi. Patrzy z góry. Kręci głową z powątpiewaniem. Odchodzi.

Licho: siedzi nadal.
Koleżanka: podchodzi, patrzy i pokazuje, gdzie dzidzia ma oko.
Szybko wynajduję obiekt bezpieczniejszy do tykania:
Ja: – A gdzie Lila ma ucho?
Koleżanka, stanowczo: – Nie ma!

Roześmiała się i uciekła.

10 miesięcy

Kupiliśmy pierwsze buty (Elefanten, jeśli ktoś ciekaw) i zabraliśmy Licho na pierwszy pieszy spacer. Zaliczyła także pierwszy piach w butach. Jak szaleć, to szaleć. Na początku, jeszcze w sklepie, wyglądała, jakby ktoś założył buty kotu. Nie bardzo wiedziała jak w tym chodzić, a przy każdym kroku próbowała je strząsać ze stóp. Na szczęście bardzo szybko przywykła.

Od wczoraj chodzi za jedną rękę, drugą z upodobaniem podnosząc różne przedmioty i przekładając je w domu z miejsca na miejsce.

Nie mówi więcej, ale więcej się komunikuje. Rozmawia, gaworzy, opowiada. Gdy mówimy coś, z czym się zgadza albo dobrze rozumie, mówi: „tak”. To pierwsze znane mi dziecko, które używa „tak” wcześniej niż „nie”. Komunikuje się także niewerbalnie; dziś na przykład, chcąc spać, przyszła do mnie ze smoczkiem i poduszką. Pierwszy też raz, wystraszywszy się czegoś w innym pomieszczeniu, przybiegła do mnie, zamiast tylko siedzieć i płakać. Ogólnie w ostatnich dniach zaczęła wydawać się bardziej dojrzała, kumata, starsza. Nie wiem, na czym polega różnica, ale jest ona wyraźna.

Wyczytałam gdzieś, że powinna już skumać sprawę z rysowaniem, wyciągnęliśmy więc kredki do zabawy w wannie. Nie umie ich jeszcze użyć, ale podobało jej się tak bardzo, że przy wychodzeniu z kąpieli była awantura. Do ulubionych zabawek należą poza tym książki (kolejne trzy odbiorę jutro, ha!), kubki i lalki. Te ostatnie w gościach, ale chyba pora kupić choć jedną. Pokochała też misie i codziennie wszystkie wyciąga z półek, ale przytula tylko jednego, czasem dwa. Wydaje przy tym dźwięk: „aww”.

Szczęki

Nie chodzi tym razem o to, że gryzie (choć gryzie). Będzie o tym, jak ganiają się z ojcem na czterech po mieszkaniu, przy czym ona piszczy z radości i uśmiech ma prawie naokoło głowy, a on nuci motyw ze „Szczęk” i okazjonalnie chwyta za piętkę. Zabawę wymyśliła młoda, choć spodziewam się, że motyw muzyczny jest jednak inicjatywą ojca. Który notabene wygląda na czworakach tak, że mogłabym sfilmować i zrobić na tym niezłą kasę od piszczących fanek.

I ja także próbowałam bawić się w berka, ale okazało się, że Licho przede mną nie ucieka. „Widzisz, przede mną czuje respekt!” – powiedział Kain, ale po tygodniu doszłam wreszcie, że nie nucę motywu. Zanuciłam i JAK ONA ZWIEWAŁA!

Poza tym zaprzyjaźniła się z kotami, które zaczęły ją wreszcie traktować jak człowieka, choć małego. Pozwalają się trochę tarmosić, a rano dobre pół godziny spędzają ganiając się, to znaczy koty łażą wokół niej, prowokująco blisko, mraucząc,i czasem dadzą się pogłaskać, a ona je próbuje łapać. Też mraucząc. W ogóle zaczęła miauczeć, mruczeć, świergotać, szczekać. Skutek uboczny interakcji międzygatunkowych, mówi językami. W związku z tym zyskała nowy pseudonim: Wiewiórka (vel Wiewiórek, bo nadal mamy tendencję do formy męskiej).

To się musiało tak skończyć

Moje dziecko rozrzuca sporo jedzenia. Zbieram je i część wyrzucam, część kładę z powrotem na jej talerz, a część zjadam. Tak, z podłogi, dobrze, że państwo tego nie widzą.

Dziś także, po szczególnie długim i urozmaiconym posiłku, wpełzłam pod krzesełko czynić swoją powinność.

To nie była rodzynka. To był kawałek kociego żarcia. Niezbyt świeży.

Keep calm and wake up

Co się stało z pobudkami co trzy godziny, chciałabym wiedzieć? Od tygodni nie sypiam dłużej niż 2h bez przerwy, a zazwyczaj pobudki są co godzinę. Pięć godzin snu z pięcioma przerwami to nie jest dokładnie to, o czym myślałam podczas niechlubnej akcji wydłużenia przerwy w karmieniu.

Ja wiem, że zęby, że potówki, że kaloryfery i pić się chce, ale miej litość, dziecko.

Dziadkowie

Zabraliśmy Licho z wizytą do dziadków. Nie widujemy się często, więc spodziewałam się, że nie będzie zachwycona. Tymczasem, rany, jaka radość. Nowe otoczenie, ludzie, zabawki, taki fajny pies, co nie skacze i nie straszy, i taki wielki kot, i taki pyszny schabowy. No samo szczęście. Biegała po domu i wydawała dużo dźwięków, których nigdy wcześniej nie słyszeliśmy.

W drodze powrotnej padła, ale w domu się obudziła i nie mogła zasnąć z wrażenia. Pół godziny leżała trzymając się za stopy i opowiadając mi, jak było fajnie.

Bo moja córka lubi ostatnio opowiadać o tym, co zrobiło na niej wrażenie. Nawet gdy się uderzy, przerywa płacz, żeby mi kilka razy smutnym głosikiem powiedzieć, że bolało. Trzeba oczywiście dużo dobrej woli i domysłów, żeby zrozumieć, co mówi, ale to nie szkodzi, bo kontekst zazwyczaj jest jasny.

Toteż dziś gadała i gadała, a ja wtrącałam kluczowe słowa i gdy już sobie opowiedziałyśmy o całym popołudniu, emocje trochę opadły i poszła spać. A ja pomyślałam, że chyba muszę się wreszcie nauczyć robić porządne schabowe…