Mama, tata

Podczas gdy „mammama!” to wyraz najwyższej rozpaczy i nienawiści, nieokiełznaną radość wyraża się przez: „tatatatata!”.

Nie ma sprawiedliwości na świecie.

Córko, musimy porozmawiać

Usypiam Licho drugą godzinę, z doskoku robiąc inne rzeczy i umierając z głodu. Oczywiście, że wreszcie usnęła przy cycku, gdy właśnie rozgotowywał mi się makaron. Teraz mam makaronową breję.

Mama twierdzi, że jestem przemęczona, bo nie umiem się porządnie zorganizować. Muszę o tym koniecznie pomówić z moim dzieckiem!

Na prawo ząb, na lewo ząb

Opanowawszy dwa najważniejsze w wokabularzu małego człowieka słowa – „mama” i „nie” – poczęła stosować je jako ogólny wyraz nieszczęścia, smutku i nienawiści do świata. Ojciec wychodzi do pracy: „Mama! Mamma!” Mleko by zjadła: „Mama ma!” Zęby rosną: „Mama nie mamma nie nie!”

Zęby rosną górne, właśnie dostały chyba przyspieszenia i mamy imprezę z marudzeniem, popłakiwaniem nawet przez sen, prychaniem (ni to kaszel, ni kichanie), wkładaniem rąk do buzi i innymi atrakcjami. A moje słodkie, wiecznie uśmiechnięte Licho zmieniło się w hejtującego potwora.

Śpij, śpij

Miała spać. Już praktycznie spała. Wtem! sturlała się z naszego materaca na swój, niższy, i wylądowała na siedząco. Teraz siedzi i się bawi skarpetkami, które znalazła po drodze.

Taki cykl potrafi się powtarzać trzy lub więcej razy, do dwóch godzin, zawierających także marudzenie ze zmęczenia, płacz, picie mleka po sto razy i rozpaczliwe: „mamma!”, a także pełnym zdaniem: „Mama mle”.

Cóż. Siedzę. Czekam. Myślę o bałaganie w domu, który woła mnie już po imieniu. Bałagan, nie dom.