Dupka w górę

Faktycznie pełza. Z okazji ukończenia siedmiu miesięcy postanowiła wyjść z szafy (metaforycznie; do szafy JESZCZE nie włazi) i w razie potrzeby przesuwa się do przodu całkiem sprawnie, unosząc zadek i odpychając się stopami. Buja się także do przodu i do tyłu, oparta na kolanach i łokciach.

Trenuj, mała, trenuj. A mamusia skoczy po zaślepki do gniazdek.

Cześć tata!

Poranek. Kitwasimy się w łóżku we troje. Uwielbiam te chwile, gdy jesteśmy wszyscy razem, nie spieszymy się i możemy sobie nawzajem okazywać uczucie. Lila też to uwielbia, fantastycznie się cieszy, gdy ma tuż obok siebie tatę i mamę jednocześnie. Rozdziawia radosną, dwuzębną paszczę i obraca się to do mnie – łapiąc mnie za policzek – to do Caina, szarpiąc go za brodę.

Więc kitwasimy się i nagle sobie przypominam, że Licho mówi już parę słów, ale Cain jakoś nigdy nie ma okazji ich usłyszeć.
– Powiedz do niego „cześć tata” – mówię – zobaczysz, jak się ucieszy.
Licho odwraca się do Caina:
– Cieć ta-ta!

Szok <3 Wiedziałam, że mówi „cześć”, „hej”, „tata”, „dać”, „kici” i „daj to” (oczywiście niewyraźnie, ale w sposób absolutnie świadomy, w pasujących sytuacjach; prócz tego nadal powtarza sobie sylaby i głoski: tatata, ciaciacia, śśś). Wiedziałam więc i brałam pod uwagę, że zechce powtórzyć po mnie, ale i tak mnie zaskoczyła :) Uhonorowany ojciec cały dzień chodzi jak błędny.

Dla odmiany on bywa świadkiem dokonań ruchowych, o których ja nie mam pojęcia. Przy matce się wyje, póki przedmiot nie zostanie podany, no chyba, że można się do niego dostać za pomocą turlania i obracania wokół osi. Przy ojcu ponoć unosi się wypasiony na maśle tyłeczek i kombinuje, jakby tu podpełznąć. Schodzi się również własnopełznie z materaca, w związku z czym musiałam pożegnać moją nocną szklankę z wodą do picia i zastąpić ją miękkim dywanikiem.

Wczoraj zaś gościłyśmy naszego pastora, który jak zawsze przybył z darami; nieodpakowany dar zostawiłam na dywanie do dyspozycji Licha. Licho odgryzło pokaźny kawałek tektury z opakowania i z wyraźnym zadowoleniem przełknęło. Cóż, ja też to robiłam, ale trochę zgroza.

Ma też nową zabawę w wannie. Jeśli ojciec asystuje nam przy kąpieli, Lila łapie go za rękę i zaczyna nią chlapać. Chlapanie jest bardzo fajne, ale, no cóż, chlapie, toteż za każdym razem, zanim Licho walnie ręką Caina w wodę, w prześmieszny sposób zaciska oczy i się krzywi. Oczywiście śmiejemy się z niej na całego, więc przypuszczam, że nieprędko jej się znudzi. Bardzo niewychowawczo :)

Stoi różyczka w czerwonym wieńcu

Dziecko numer jeden w niedzielę miało książkowe objawy, w poniedziałek po południu już nic, w związku z czym lekarka nic nie stwierdziła. Po czym wysypało dziecko numer dwa, czyli moje. Po południu zauważyłam jakieś nowe, dziwne potówki, pod wieczór coś jakby marudziła, a o 19.00 miała taką wysypkę, że jeszcze nigdy tak szybko nie dzwoniłam do lekarza. I lekko powiększone węzły chłonne. Umówiłam nas na dziewiątą, tak mi tęskno było już, o ósmej obudziłam całkowicie zdrowe dziecko bez jednej plamki i odwołałam wizytę, bo naprawdę nie było co pokazywać. Ot, niemowlę, zdrowe i zadowolone. Przynajmniej póki nie weszło do poczekalni dzieci chorych, więc sobie darowałam.

Tak, wiem, wiem, trzydniówka, alergia i nie wiem, co jeszcze. Ale wierzcie mi, ja widziałam tę wysypkę (obie), macałam te węzły (w sumie dwanaście) i od ponad trzydziestu lat mam alergie skórne. Mam też siostrę, która jest na bieżąco. Jak to nie była różyczka, to zjem swoje kapcie. Szkoda tylko, że żadne z dzieci nie dostanie wpisu do książeczki…

Aha, dziecko numer jeden szczepione, ale nie chorowane wcześniej. Chorowane było na ospę, pomyliło mi się.

Licho, córka Wodnika

No dobra, zdziwiona nie jestem. Ale dumna – tak. Widziałam w życiu kilkoro niemowląt nakłanianych do kąpieli w rzece i jeszcze żadnego, które dałoby się zanurzyć bez wrzasku. Owszem, nie śpieszyłyśmy się. Owszem, woda mogłaby być trochę cieplejsza, w dodatku cioteczna siostra zawsze, gdy pływa, wrzeszczy jak potępieniec, więc Licho się odrobinę zdenerwowało. I co? Ano nic, spokojnie się z nami wykąpała aż po szyję. Tylko pływać nie chciała, wolała być przytulona do któregoś z nas. Najfajniejsze jest siedzenie blisko brzegu, tam, gdzie płytko, między nogami mamy, jak w wannie. Takiej sporej wannie :-)

Poza tym na działce komary – ma kilka plamek, zero reakcji – grill, ukochane ognisko i dzieci. Licho uwielbia dzieci. Jedno dziecko było w ciapki. Jest ryzyko, że za trzy tygodnie zamiast chrztu będziemy mieli różyczkę.

Krzesełko

Jakiś czas temu nauczyła się bulgotać w kubeczku z wodą. Rany, jaka frajda. Po czym przeniosła zabawę na mleko. Ssie i bulgocze. Cała jestem opluta mlekiem, ale mnie też to dosyć bawi, więc spokojnie czekam, aż jej ten etap eksperymentowania przejdzie i wymyśli coś innego.

Nadal nie siada sama, ale daje radę siedzieć przy jedzeniu w swoim krzesełku. Wiem, że to za wcześnie, ale jakoś jeść musi, a doszła do czterech stałych posiłków dziennie, których się domaga. Zapomniałam już, jak to jest jeść bez dziecka na kolanach u któregoś rodzica. Wczoraj jedliśmy późną kolację z Kainem, Lila już spała, a ja odruchowo rzuciłam się pod stół sprzątać po posiłku.

Zęby rosną, raz na tydzień przydaje się nawet żel. Odpukać.