Zmiana czasu na (he, he) letni

Zerwałam biedne dziecko o dziewiątej, która jeszcze wczoraj była ósmą, w celu zapoznania z wiarą przod… moją. Nabożeństwa luterańskie trwają dobre półtorej godziny, więc byłam jak najgorszej myśli, ale postanowiłam spróbować. I co się okazało? Dziecko grzeczne jak anioł, szczególnie, że w połowie zapodałam przekąskę, gdyż, proszę Państwa… w kościele jest pokój dla rodziców z dziećmi! Można sobie usiąść z niemowlakiem i nakarmić, można puścić luzem starsze, żeby sobie budowało z klocków, a z głośnika słychać wszystko, w związku z czym wiadomo, kiedy lecieć na kazanie, do komunii czy na co tam się akurat chce lecieć. To najlepszy wynalazek, jaki widziałam od czasów znieczulenia zewnątrzoponowego.

Licho niewyspane, właśnie zalicza czwartą dziś drzemkę – i pierwszą, z której nie obudzą jej organy kościelne, psy mojej mamy ani głosy biesiadników.

A wczoraj skończyła cztery miesiące!

Jedzenie jest nudne

Niestety przyszedł czas, gdy cały świat wokół prosi się o poznawanie, oglądanie, słuchanie, gadanie. A jedzenie, szczególnie z piersi, wymaga odwrócenia się do świata tyłkiem. W efekcie Licho płacze, że głodne, łyknie dwa razy i już się obraca, by w tanecznym przechyle, z głową w dół i plecami w łuk, podziwiać świat. A że dalej jest głodna, to znowu ryczy. I tak w kółko, aż zaspokoi pierwszy głód i już w ogóle ma w nosie jedzenie. Obojętne, czy jesteśmy w nowym, ruchliwym miejscu, czy same w domu, w którym kompletnie nic się nie dzieje. W tej sytuacji przestaje dziwić, że panna jada co półtorej godziny. Zwyczajnie się nie najada, ale nie jestem w stanie nic na to poradzić.

Tylko jak pomyślę, że jeszcze dwa miesiące na samym cycku (plus jakieś pojedyncze kęsy dla smaku), to mnie trochę zgroza ogarnia. Ona tak już będzie teraz?

Pierdolę, nie robię

Oczywiście planowałam wrócić do pracy zaraz po macierzyńskim. Ba, na macierzyńskim też chciałam pracować. Umówiłam Siostrę – nianię, kupiłam trzydzieści pojemników na mocz, aby mrozić w nich mleko, zaplanowałam wszystko z wyprzedzeniem.

A potem zaczęłam myśleć i cierpieć. Oraz snuć czarne wizje. Że jak dziecko ma być karmione wyłącznie mlekiem matki przez sześć miesięcy, skoro matka po pięciu idzie do roboty, czyli po czterech trzeba przyzwyczajać do innego jedzenia? I jak w tej sytuacji stosować BLW, skoro dziecko nie tylko jeszcze nie siedzi, ale także jedzenie podane do łapy kojarzy wyłącznie z dziwną zabawką? No za wcześnie, za wcześnie. I ona przecież nie lubi hałasu, płacze i boi się, a u Siostry troje dzieci. I czy ja jestem w stanie pracować na pełen etat, śpiąc w nocy w dawkach półtoragodzinnych?

I tak sobie rozmyślałam, rozmyślałam, aż zaczęłam namawiać męża na mój wychowawczy. Coś tam dorobię i damy radę. A Licho będzie miało mamę do końca roku.

Potem już na pewno wracam do pracy!

Walki z wysypką ciąg dalszy

Nadal czekamy na wizytę u dermatologa. Został niecały miesiąc. Tymczasem testuję dietę bezmleczną, mimo głębokiego przekonania, że to nie to.

Eri podsunęła mi myśl, że to od kaloryferów. Nawet ja mam wysypki w okresie grzewczym, co dopiero niemowlę. Biedne Licho od urodzenia zna tylko zimę. Peszy mnie jedynie myśl, że stanowczo jej się pogarsza po szczepieniu oraz oparciu paszczy o cudze ramię, uprane w detergencie.

Scary shit

Taka sytuacja sprzed paru dni: trzymam Licho na rękach, a ta wpatruje się w kąt w kuchni – biała ściana, białe gniazdko elektryczne, nic więcej – i gada, uśmiecha się, ogólnie zachowuje tak, jak dotąd zachowywała się wyłącznie wobec niektórych ludzi.

Po czym wchodzi Cain, bierze mi ją z rąk, mówi: „Pożegnaj się z koleżanką!” i wychodzą…