Niedźwiedzie

Niedźwiedzi jest pięć. Dzwoniący miś, który, jak przeczuwam, będzie idealną zabawką za jakiś miesiąc. Niebieski miś, służący do kładzenia na głowie oraz do ciamkania. Stróżujący miś od mojej mamy, chwilowo skonfiskowany, gdyż okazał się gubić futro. Miś z Fabryki Misiów, urodzony tego samego dnia, co Licho, i o tym samym imieniu („Licho”). Ten ostatni jest największy i jest aktualnym hitem, gdyż duże obiekty najłatwiej złapać i pożreć.

Notabene odgłosy, które towarzyszą jedzeniu misia, pewnego dnia jak nic zapewnią nam atrakcyjne towarzystwo panów w mundurach. Brzmią bowiem, jakby dziecko heroicznie walczyło z napastnikiem (Mamo, tato, on mnie NAPADŁ i nie mogę wsadzić sobie tego pluszowego ucha do paszczy, RATUNKU!). Dziś z rana zdałam Licho ojcu i już prawie spałam, gdy, jak ostatnia głupia, mruknęłam: „Może daj jej misia?” Umarły by się obudził przy tych dźwiękach.

Piąty niedźwiedź to brązowy kombinezon z haemu, z uszami i ogonkiem. Wzbudza sensację na mieście i generuje wzrusz wszędzie, gdzie tylko zostanie zaprezentowany. Poważnie rozważam kupowanie kolejnych rozmiarów aż do największego.

Wiosna

Wraz z końcem lutego Licho kończy trzy miesiące. Przechodzimy z witaminy K+D na samą D, zamówiliśmy większego niedźwiedzia-kombinezon i od jutra, symbolicznie, koniec z czapką po kąpieli. I tyle spektakularnych zmian. Nadal jada co dwie godziny lub częściej, w nocy także. Nadal życzy sobie spać na mamie. Ma nawrót ciemieniuchy. I zapomniałam zapisać ją na szczepienie.

Poza tym wiosna.

Zapach

Na dobranoc wciągam zapach mojej małej, śpiącej córeczki – ostrożnie, żeby jej nie obudzić, ale tak zachłannie, żeby wystarczyło na parę godzin.

Nic nie pachnie tak słodko i uspokajająco jak małe dzieci.

Zwiedzać, mówię!

Zasnąwszy o wpół do czwartej, obudziła się o wpół do piątej głodna. O piątej najadła się, zrobiła kupę stulecia i błogo usnęła, w związku z czym natychmiast ją obudziłam, przewinęłam, przebrałam, zaprałam. Poszła spać, w swoim łóżku, z pieluchą na twarzy i dwoma kotami.

Czy wspominałam, że między pierwszą a trzecią było „mamoo, weź mnie do łóżka”? A o czwartej miałam koszmar?

Wytrzymała do szóstej czterdzieści. I dopiero potem dała mi dwie i pół godziny snu (alleluja), by po dziewiątej zjeść śniadanie, a o 10.00 wstać na dobre. Kompletnie nieprzytomna, oddałam wreszcie niepotrzebującego snu potwora ojcu i już byłam w ogródku Morfeusza, gdy okazało się, że dziecko marudzi, a szanowny tatuś zniknął w łazience na wieki.

Więc wstałam. Ale proszę dziś do mnie nie podchodzić bez ważnego powodu, jak np. czekolada, alkohol i propozycja drzemki.

Nie spać, zwiedzać

Coś mi mówi, że niedźwiedź nie przetrwa roku. Szkoda, to bardzo piękny, niebieski niedźwiedź. (A z offu: „Aam! Niam!” i seria okrzyków bojowych, spać się nie da.)

To było o 1.00, o 3.00 zaś obudziła się ponownie  i krzykiem zmusiła do wstania.  Wesoło fikała nogami i śmiała się rozkosznie. Pod warunkiem, że na nią patrzyłam i trzymałam na kolanach. Twarde pięty prawie mi wybiły mostek.

Po czym ojciec uspił ją w pięć minut. FOCH.

Pit stopy

Zakochałam się w kawiarniach dla osób z dziećmi. Umożliwiają mi przedłużenie spaceru – dziś np. wyszliśmy po 12, a wróciliśmy przed 17. Ponieważ moje dzieciątko powściągliwe jada średnio co dwie godziny (średnio, czyli czasem częściej), rozsądek nakazuje trzymanie się blisko domu. Chyba, że na trasie jest właśnie taka kawiarnia* – wtedy idziemy sobie na kawę z mlekiem i, pokrzepione, możemy łazić dalej.

No i w sumie jest jeszcze jedna kłopotliwa towarzysko sprawa. Ona, pardon my french, strasznie głośno robi kupę.

Mimo to zaprzyjaźniłam się z dwiema kawiarniami i liczę na kolejne.

*Tak, wiem, że w teorii wolno mi karmić piersią wszędzie. Ale nie robię tego. Nie zrozumcie mnie źle: bynajmniej nie martwię się, że urażę czyjeś uczucia. Po prostu nie chcę, by ktoś uraził moje, czepiając się mnie, gdy będę karmiła. Zwyczajnie boję się konfrontacji.