Fałdki, fałdeczki

Od kilku dni odkrywamy fałdki. Coraz to nowe. Bo że ma na udkach i na szyi, to wiadomo. Te na dłoniach i nadgarstkach nieco nas już rozbawiły, na ramionach zdumiały – choć same ramiona ma po mamie spadziste, to poniżej tłuściutka jakaś taka.

Ale przeszła sama siebie dziś, gdy zademonstrowała fałdkę NA NOSIE. Aj szit ju not.

Przy tym wszystkim nadal wygląda szczupło, ale zapasy muszą być. W końcu zima, nie?

Z powodu kataru głównie śpi, najchętniej na mnie, oraz co chwilę je (och, doprawdy nie wiem, skąd te fałdki). Odsysamy, awantura jest, ale wcale nie większa, niż o zatkany nos, za to krótsza. Swoją drogą ciekawe, czy słynne afrykańskie matki mają swoją wersję „fridy”, w sensie np. rurkę ze słomy z wiechciem trawy w środku czy coś.

Katar jest też doskonałym pretekstem, żeby nie wychodzić na spacer. Drugi dzień. Ale jutro to już się zbiorę, słowo.

Apetyt na życie

Jest żarłokiem. Uwielbia jeść, często nie jest w stanie sama się oderwać od cycka i, płacząc już z przejedzenia, próbuje wmusić w siebie jeszcze trochę. Wtedy odstawiam ją sama, zwykle wywołując uśmiech wdzięczności. Koperek uwielbia, pije go z łyżeczki bardzo fachowo (nauczyłam ją picia łyżeczką jeszcze w szpitalu i opłaciło się). A dziś po raz pierwszy dostała Cebion. Wpuściłam jej kropelkę prosto do budzi, skrzywiła się, ale połknęła. Dostała drugą, skrzywiła się, połknęła… i zaczęła się rozglądać za dokładką, ufnie wyciągając do mnie otwarty pyszczek. Najwyraźniej lubi wszelkie nowe smaki, w dodatku, gdy jemy, patrzy nam w zęby z zazdrością. Aż mi przykro, że na rozszerzenie diety musi zaczekać jeszcze kilka miesięcy.

Poza tym gada. To znaczy gaworzy. Ciągle, także przez sen i przy jedzeniu. Odkąd odkryła, że rodziców to cieszy i powtarzają te same dźwięki, robi to z wyraźną przyjemnością, a arsenał dźwięków rozszerza codziennie. Wczoraj mruknęła mimochodem: „ma” i ogromnie się ucieszyła, gdy odruchowo powiedziałam: „słucham?”. I tak sobie gadamy. Ciekawa jestem, czy szybko zacznie mówić, czy takie gaworzenie jej wystarczy.

W ogóle rozwija się teraz błyskawicznie, a najfajniejsze jest to, jak lubi wszystko wokół. Kiedy się budzi, często pituli i narzeka, dopóki nie otworzy oczu. Gdy już obudzi się naprawdę, natychmiast się uśmiecha :)

Oko dziś już prawie dobrze, za to ma katar. Odciągamy (fridą, hejt hejt), dużo śpi i je. Niech śpi na zdrowie:)

Oczko temu Lichu

się popsuło. Wczoraj obudziła się z ropiejącym okiem. Oczywiście przeczesałam internet i chyba jutro pójdziemy do lekarza, bo przemywanie przegotowaną wodą ani roztworem soli fizjologicznej nie pomaga. Choć kupiliśmy wielkie ilości gazików jałowych.

No i teraz jedno ma podbite, a drugie zaropiałe. Wygląda jak po dobrym mordobiciu. Żeby chociaż była spłodzona na Pradze. Ale nie.

Źli rodzice

Jesteśmy złymi rodzicami. W piątek zabraliśmy dziecko na imprezę, targając wieczorem po mrozie. W związku z imprezą zabrakło nam czasu na kąpiel, a sprawa jest poważna, bo przez tydzień mieliśmy kąpać codziennie. W krochmalu. Pomaga.

Bawiła się świetnie, ale w sobotę z kolei impreza przyszła do domu. Niby miało być kameralnie, ale to w naszym przypadku i tak oznacza jakieś dwadzieścia osób, w tym dzieci. W związku z przygotowaniami znów nie zdążyliśmy wykąpać córki, a co gorsza, nie zdążyła się ona wyspać pod wieczór.

Skończyło się dramą na imprezie, wygnaniem męża do sypialni, gdzie cały wieczór usypiał dziecko, oraz odparzonymi fałdkami na szyi. Te fałdki powodują u mnie największe wyrzuty sumienia, bo myślę sobie, że jakbym je dziecku umyła, to by się nie odparzyły. To znaczy w sumie i tak myję mokrą pieluszką tetrową codziennie przed porannym oliwieniem, ale wyrzuty mam.

A co do krochmalu i ciemieniuchy, to zaczęliśmy te kąpiele w poniedziałek. Jeszcze w czwartek była raptorem, a w piątek nagle – bum! – ładna dziewczyna. Tak że polecam. Prócz codziennego kąpania w krochmalu co rano myję jej głowę, buzię i wszystkie wysypane miejsca świeżą pieluszką tetrową, zmoczoną w ciepłej wodzie z emolientem. I smaruję oliwką 3-4 razy dziennie, czego nienawidzi i musimy się o to kłócić.

Tłumaczę, że nieskazitelna cera wizytówką kobiety. Nie wygląda na przekonaną.

Odkrycia

Odkryła własne łapki i próbuje ich używać. Wygląda to mniej więcej tak, że najpierw zaczyna jeździć sobie całą ręką po twarzy, następnie uporczywie dziubie się palcem w oko, a wreszcie albo trafia w cel – czyli do paszczy – albo rezygnuje i zaczyna szukać smoczka. Staram się nie śmiać zbyt głośno, gdyż procesy te towarzyszą zasypianiu. Zdołała też dzisiaj złapać książeczkę oraz potrzymać za nogę pluszowego misia. Naprawdę jestem pod wrażeniem.

Przekonaniu o własnym sprawstwie towarzyszą też inne atrakcje. Na przykład gdy się bardzo intensywnie porusza rękami w wannie, rodzice robią fajne miny. Zwłaszcza, gdy uda się ich porządnie ochlapać.

Kij z chlapaniem, uwielbiam, jak młoda się pluska :)

Królowa balu

Poszliśmy na imprezę. Normalnie, do dorosłych ludzi, w piątek wieczorem. Z dzieckiem.

Dziecko przygotowało się do wieczoru, przesypiając większość dnia, następnie przespało całą drogę w chuście, po czym przez dwie godziny z hakiem rozsyłało uśmiechy, co jakiś czas sącząc ulubiony napój. Jak to na imprezie.

Kiedy się zmęczyła, dała pojedynczy sygnał do odjazdu, choć zanim się zebraliśmy, cichutko sobie usnęła w samochodowym foteliku. Na upartego moglibyśmy balować dalej, ale uznaliśmy, że grzeczne dzieci o północy są już w łóżkach.